Blog

29
01.2013

Przedszkolne historie

Czy ja już kiedyś pisałam, że kocham robić zdjęcia w przedszkolach? ;). Dlaczego? Bo da się tam zaaranżować... A właściwie nie! - tam nic nie trzeba aranżować. Wszystko jest gotowe do fotografowania, hic et nunc, natychmiat. Warunki zastane idealne. Dzieci spontaniczne, naturalne, żywiołowe, bez żadnego specjalnego "sesyjnego" kontekstu. Po prostu się bawią, po prostu pracują. Raz bezgranicznie skupione, raz zwariowane-rozbrykane, raz samotne, wyciszone, raz w barwnych interakcjach z grupą... - jak to w prawdziwym życiu :).

Są przedszkola, które dbają o regularne spotkania z fotografem, żeby dzieciaki miały później pamiątkę z tego pierwszego okresu swoich zabaw z kolegami, nawiązywania pierwszych kontaktów, pierwszych kroków w życie społeczne. Żeby rodzice mogli zajrzeć choć trochę w tę część świata swojego dziecka, która po raz pierwszy nie należy już całkiem do nich...

Bohaterką dzisiejszej prezentacji jest Pola, która w tym roku szkolnym zaczęła przedszkole, a już ze zdjęć urosła jej mała historia: