Blog

22
06.2013

Pierwsza Komunia Święta Dominiki

Pierwsze Komunie dzieciaków od strony obsługi fotograficznej to w ogóle cała skomplikowana historia. Zaczynając mniej więcej od początku, zwykle wygląda to tak: w samym dniu Komunii, w kościele, istnieje tylko jedyna słuszna firma fotograficzna, z której zwykle dwóch fotografów robi reportaż z uroczystości, a po mszy zdjęcia grupowe. Następnie z tymże jedynym słusznym wszystkie dzieci (i ich rodzice) umawiają się na któryś dzień tzw. białego tygodnia na zdjęcia portretowe.

O ile rozwiązanie w swej pierwszej części logistycznej jest, moim zdaniem, dość niezłym pomysłem, chroni bowiem dzieci i całą uroczystość przed nadmiernym harmidrem, o tyle druga jego część (portrety) już niekoniecznie.

Miałam przyjemność - wraz z moją koleżanką-fotografką - być w tym roku takim jedynym słusznym fotografem na dwóch komuniach. Była to praca mająca swoje plusy i minusy. Ogromnym plusem był cały reportaż. Miałam z niego wielką frajdę, wyszedł fajnie, nie mam tu nic więcej do dodania (no, jedyny minus jest taki, że zdjęć z tego typu zdarzenia nie da się nigdzie pokazać, a jeśliby się koniecznie chciało, uzyskanie wszelkich zgód wymaga zbyt wiele zachodu, przyznam, że się nawet nie zastanawiałam, jak się za to zabrać, bo mnie przerosło na starcie...).

Minusem natomiast jest tryb wykonywania portretów. Z musu są one robione szybko (dosłownie po kilka sekund na jedno dziecko, bo dzieci często jest blisko setki), taśmowo, automatycznie, na tym samym tle, w tej samej pozie (musi być wszystko tak samo, żeby rodzice mieli jak najmniej powodów do porównywania zdjęć!). Nie umiem zrobić dobrego portretu, kiedy nie mam możliwości nawiązać żadnego głębszego kontaktu z osobą fotografowaną. Choćbym jakie miała światło i wszelkie inne warunki techniczne (a idealne zwykle one nie są, bo zależą od przypadku), zdjęcia ze sztuczną, zapozowaną miną niczym nie da się uratować. Za tzw. moich czasów portretowe zdjęcia z Komunii robiło się w studiu, na spokojnie, po uroczystości, każdy indywidualnie, z praktycznie nieograniczonym czasem fotografa. Dzięki temu sama mam przepiękne, czarno-białe, perfekcyjne technicznie fotografie ze swojej Komunii, wykonane przez doskonałego, znającego się na swoim fachu rzemieślnika. Do tej pory patrzę na nie z sentymentem. W tamtych czasach, z tego, co pamiętam, większość dzieci dostawała takie zdjęcia i swoje sesje.

Teraz też czasem rodzice wpadają na pomysł, żeby zrobić dziecku jego własne zdjęcia, zapewnić sobie swój własny czas z fotografem, spróbować pokazać dziecko takim, jakie ono naprawdę jest, bez wbijania go w kilkusekundową sesję zaaranżowaną w jedynej słusznej konwencji przez jedynego słusznego fotografa.

Poniżej sesja komunijna Dominiki, która rozpoczyna cykl zdjęć komunijnych, jakie się jeszcze tutaj pojawią w nieco większej ilości: